Trzy opowieści z regionu mają wspólny wątek: ukryty albo zaginiony cenny przedmiot. Pierwsza dotyczy złotego posążka Trzygłowa, druga złotej gołębicy króla Eryka Pomorskiego, trzecia samolotu zatopionego w jeziorze Resko Przymorskie. W każdym przypadku da się oddzielić to, co mówią źródła pisane, od tego, co dopowiedziały podania.
Złoty posążek Trzygłowa: co piszą żywoty Ottona, a co podania
Informacje o Trzygłowie pochodzą według Wikipedii z trzech źródeł: anonimowego Żywota z Prüfening (powstałego do 1146 roku), Żywota św. Ottona biskupa bamberskiego mnicha Ebbona z 1151 roku i Dialogu o życiu św. Ottona mnicha Herborda z lat około 1158-1159. Wszystkie opisują misje biskupa Ottona z Bambergu wśród Słowian. Do Wolina dotarł on w 1124 roku, w sierpniu (według Anonima 4 sierpnia, według Ebbona 13 sierpnia). Wolinianie odmówili przyjęcia nowej wiary i zmusili go do opuszczenia miasta.
Ebbon opisuje, że gdy Otton niszczył świątynię i wizerunki bogów, pogańscy kapłani wykradli złoty posążek Trzygłowa, wywieźli go z kraju i oddali w opiekę pewnej wdowie w małej wiosce. Ta miała ukryć figurkę w wydrążonym pniu, zawiniętą w sukno, z małym otworem na ofiary. Biskup wysłał po nią niejakiego Hermana, który wszedł do chaty pod pozorem złożenia ofiary. Figurka tkwiła w drzewie tak mocno, że nie dało się jej wyjąć, więc Herman zabrał tylko stare siodło Trzygłowa, przybite do ściany, i z nim wrócił do biskupa. W przytoczonym przez Wikipedię fragmencie Ebbon nie podaje nazwy wsi.
Miejsca pojawiają się dopiero w podaniach. Folkloryści, jak podaje Wikipedia za pracą Kajkowskiego i Szczepanika z 2013 roku, zebrali w zachodniej i północnej Polsce kilka lokalnych legend: posążek miał być ukryty w Gryficach, w Świętouściu na wyspie Wolin, w Tychowie pod głazem narzutowym Trygław albo w Jeziorze Trzygłowskim. To kilka różnych miejsc dla jednego posążka, więc podania z góry sobie przeczą, a żadnego z nich nie potwierdza źródło z XII wieku.
W Tychowie leży Trygław, głaz narzutowy w herbie miasta, przy którym opowiada się o zakopanym złotym posągu. Wyjaśnienie jego powstania jest geologiczne: to ciemnoszary gnejs, który z lądolodem przywędrował ze Skandynawii. Podanie o posągu pozostaje podaniem.
Złota gołębica Eryka Pomorskiego
Eryk Pomorski urodził się w Darłowie, był królem Norwegii, Danii i Szwecji, a po utracie tronów powrócił do rodzinnego księstwa i zmarł w Darłowie przed 16 czerwca 1459 roku, zapewne 3 maja. Według Wikipedii przed śmiercią przekazał księżniczce Zofii i Erykowi II skarb, złożony z kosztowności przywiezionych z Danii oraz zdobytych podczas wypraw korsarskich. Późniejsi królowie duńscy starali się go odzyskać, a co się z nim stało, tego, jak podaje hasło, nie wiadomo.
Gołębica pojawia się w dwóch relacjach, które nie są identyczne. Według National Geographic Polska, powołującego się na Leszka Walkiewicza, prezesa Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Darłowskiej, talizman złotej gołębicy był pamiątką po bractwie rycerskim założonym przez króla w Ziemi Świętej i nosił go na szyi. Miał zostać znaleziony w jego trumnie w 1724 roku i wysłany do Berlina, do króla pruskiego Fryderyka Wilhelma I. Serwis dzieje.pl pisze krócej: że Eryk został pochowany w Darłowie w 1459 roku ze złotym gołębiem, i dodaje, że ten ptak był symbolem jego panowania. Pierwsza relacja mówi więc o odnalezionym i wywiezionym przedmiocie, druga wspomina tylko o pochówku z gołębiem, bez losów po 1459 roku.
Brakuje tu źródła pierwotnego: opisu otwarcia trumny z 1724 roku, z którego wynikałoby, co dokładnie znaleziono. Dlatego historię gołębicy trzeba traktować jako przekaz podawany przez regionalistę, a nie jako udokumentowany fakt. Podobna ostrożność dotyczy sarkofagu: Wikipedia pisze o grobowcu wystawionym w 1882 roku, National Geographic Polska o sarkofagu z 1888 roku. Dziś można go zobaczyć w Kościele Mariackim w Darłowie, a miejsce urodzenia króla to Zamek Książąt Pomorskich w Darłowie.
Samolot w jeziorze Resko Przymorskie
Resko Przymorskie to przybrzeżne jezioro za mierzeją na Wybrzeżu Trzebiatowskim. Według Wikipedii w 1945 roku służyło jako lądowisko wodnopłatowców Luftwaffe. Hasło opisuje wydarzenie, które stało się podstawą późniejszych poszukiwań: na początku wiosny, najprawdopodobniej w ostatnich dniach marca, gdy wojska radzieckie dotarły do brzegu jeziora, miał lądować niemiecki samolot transportowy Junkers Ju 52. Trafiony pociskiem radzieckiej artylerii uderzył w taflę jeziora kilkadziesiąt metrów od brzegu i zatonął. Jeńcy niemieccy mieli zeznać, że maszyna wystartowała z Królewca i przewoziła cenny ładunek. W sierpniu 1946 roku żołnierze radzieccy próbowali wydobyć wrak, przy czym przełamał się on na pół, a z kabiny wypłynęło ciało żołnierza w mundurze z generalskimi dystynkcjami.
Wątek skrzyń pochodzi z listu, który według Wikipedii napisał po latach były dowódca jednostki Armii Czerwonej, pułkownik Nowikow, do szefa królewieckiej grupy poszukującej zagrabionych dzieł sztuki. Opisał w nim zatonięcie samolotu i zasugerował, że w Junkersie mogły znajdować się skrzynie z Bursztynową Komnatą. Jest to więc przypuszczenie z jednego listu, a nie ustalenie. W 1987 roku, już po śmierci Nowikowa, jezioro przebadała wyprawa polsko-radziecka z płetwonurków, żołnierzy Wojska Polskiego i harcerzy. Według relacji szefa grupy Borysa Waszkiewicza z ZHP utrudniały ją słaba widoczność i trzymetrowa warstwa mułu. Wydobyto kilka drobnych fragmentów przedniej części samolotu, część srebrnej zastawy, wisiorek i obrączkę oraz dokumenty i kartki żywnościowe z kabiny pilota, które potwierdzały, że maszyna leciała z Królewca. Do drugiej, przełamanej części z lukiem ładunkowym nie dotarto.
Hasło przytacza też inną wersję. Przy kolejnych poszukiwaniach w 1989 roku mówiono o wodnopłacie Dornier Do 24, a w maju 2009 roku nurkowie znaleźli fragmenty niemieckiego samolotu, które, według prezesa Fundacji Muzeum-Fort Rogowo, najprawdopodobniej pochodziły właśnie z wodnosamolotu tego typu. Według tej relacji leciało nim 72 niemieckich dzieci i opiekunów, wywożonych 5 marca 1945 roku z pobliskiego lotniska w głąb Niemiec. Samolot dostał pocisk w silnik i spadł do jeziora, nikt nie przeżył, a ofiary upamiętnia pomnik postawiony na początku XXI wieku. Data, typ maszyny i pasażerowie różnią się więc w obu opisach, choć oba znajdują się w tym samym haśle.
Ze źródeł wynika tyle: w jeziorze leży rozbity samolot z czasów wojny, a przeprowadzone poszukiwania nie potwierdziły obecności Bursztynowej Komnaty. Według drugiej z relacji jest to także miejsce śmierci dzieci i ich opiekunów, i tak należy o nim mówić.
Bądź pierwszy! Dodaj komentarz.
Aby dodać komentarz, musisz się zalogować.
Zaloguj się